niedziela, 1 czerwca 2014

II (część pierwsza)

Rozdział będzie podzielony na dwie części, bo zanosi się na bardzo długi, a nie chcę nie potrzebnie smęcić ;)


Ze snu wyrwał ją dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie orientowała się która jest godzina, czy też słońce już wstało. Rozbudzona nie mogła się skupić na tym, skąd dochodzi dzwonienie. Dopiero po chwili zorientowała się, że urządzenie ma pod swoją poduszką.
      - Tak? – Zapytała, przeciągając się przy tym na łóżku niczym kot.
      - Hej skarbie, śpisz? – Po drugiej stronie odezwał się uroczy głos Max’a.
      - Teraz już nie. – Nastolatka położyła się ponownie na plecach i uśmiechnęła pod nosem.
      - To dobrze. A teraz z łaski swojej wyjaśnij mi co się dzieje i dlaczego Cię w domu nie ma? – Taki ton głosu chłopaka zwiastował sprzeczkę lub nawet ostrą kłótnię.
      - Jestem w domu. – Zgrywała głupią.
      - Carmen! Nie wkurwiaj mnie! Co się z Tobą dzieje?
      - Ze mną jest wszystko w porządku, z moją matką nie koniecznie. – Odpowiedziała smutno po czym podniosła się do siadu, poprawiając rozczochrane włosy.
      - Co jest? – Tym razem Max’a głos stał się łagodny.
      - Nie chcę rozmawiać przez telefon.
      - Jesteś u Richarda?
      - Tak, a gdzie indziej mogłabym być? – Zapytała ironicznie.
      - U mnie na przykład. – Powoli nakręcał się, by robić swojej ukochanej wyrzuty. – Dlaczego do mnie nie przyszłaś?
      - Dzwoniłam do Ciebie, to mnie olałeś, więc teraz nie miej pretensji, że jestem tu, a nie w LA.
      - I oczywiście to ja jestem teraz wszystkiemu winien? – Max z każdą chwilą coraz głośniej mówił do słuchawki.
      - Nie Max, nie mówię, że to Twoja wina. Po prostu rzucasz się do mnie, a tak naprawdę to nic nie zrobiłeś, żeby było dobrze.
      - Czyli jednak zwalasz całą winę na mnie. Nie mam już ochoty z Tobą rozmawiać, kochanie. Miłego dnia. – Nie dając Carmen dojść do słowa po prostu się rozłączył.
Carmen nie miała siły się denerwować. Po prostu odłożyła telefon na półce obok łóżka, przeciągnęła się intensywnie na łóżku, czując przy tym jak każda, nawet najmniejsza kostka w jej układzie kostnym, o której nie miała pojęcia strzela pod napięciem i podniosła się do siadu. Przetarła zaspane oczy, po czym ostatecznie stanęła na równe nogi. Podniosła roletę, oczywiście pogoda do wspaniałej nie należała. Gdy otworzyła okno, poczuła jak zimne kropelki, spadające z nieba, pod wpływem wiatru obijają się o jej zaspaną twarz. W duchu stwierdziła, że takie orzeźwienie było jej potrzebne. Nieuczesane włosy związała w niechlujnego koczka, zakładając za uszy wystające kosmyki. Znalazła w szafie czarne jeansy, ciepłe skarpety, z których zawsze śmiał się jej tata i sweterek. Nie wiedziała czy Richard już wstał, dlatego po cichutku otworzyła drzwi swojej sypialni i potknęła się o leżącego w progu psa.
      - Nightmare, co tu robisz kochany? – Psiak od razu radośnie zaczął ją lizać po twarzy. Jego obecność w domu oznaczała, że wujek już nie śpi.
Zeszła po cichu po schodach. Z kuchni nieopodal dochodził słodki zapach, który od razu sprawił, że dziewczynie zaczęło burczeć w brzuchu. Przed wejściem do pomieszczenia starała się podrapać swędzące miejsce pod gipsem, ale jak sama od początku się spodziewała, nic z tego nie wyszło.
         - Cześć. – Powitała wujka cmoknięciem w gładki policzek i zajęła miejsce przy stole.
         - Cześć, cześć. Wyspana?
         - Nie do końca. – Rzuciła sięgając do szuflady po nóż, bo swędzenie nie dawało jej spokoju.
         - Co się sta… Po co Ci ten nóż? – Richard nieco się zdziwił, gdy zobaczył bratanicę z nożem kuchennym w dłoni.
         - Muszę się jakoś podrapać, bo mnie szlag trafi. – Wsunęła zimne ostrze pod biały gips i nareszcie poczuła ulgę i ból jednocześnie. – Kurwa mać!
         - Carmen!
         - Dziabnęłam się. – Powiedziała smutno z grymasem bólu na twarzy.
         - Bo kto normalny drapie się ostrym nożem kuchennym? – Wuj zabrał od niej nóż, a postawił przed nastolatką talerz.
         - Ja.
         - No tak. – Stwierdził z uśmiechem. – Gdzie się zacięłaś?
         - Zewnętrzna strona nadgarstka, w pobliżu szycia. Jak będę umierała to dam Ci znać. – Zażartowała i położyła górną część tułowia na stole. – Max do mnie dzwonił.
         - O! Co u niego słychać? – Richard odwrócił się, trzymając w dłoni sporych rozmiarów talerz z naleśnikami.
         - Nie mam pojęcia, bo na dzień dobry skoczył do mnie z ryjem, że jestem u Ciebie, a nie u niego.
         - Poważnie?
         - Tak. – Westchnęła po czym zabrała się za smarowanie placka serem na słodko. – Ja już coraz bardziej tracę do niego cierpliwość. – Następnie wylała na to sporą ilość sosu malinowego. – Po tym wszystkim jak zadzwoniłam, to nawet nie raczył odebrać. Pewnie zajmował się tą Elizabeth. – Pierwszy, sporych rozmiarów kęs trafił do jej ust.
      - Jaką Elizabeth? – Richard był trochę zmieszany, bo uważał Max’a za chłopaka porządnego, który szczerze kocha Carmen. Zajął w końcu miejsce obok dziewczyny i czekał na wyjaśnienie, ale najpierw wytarł z jej kącika ust resztki sosu.
      - Lalunia, która się wprowadziła obok niego. Dzień w dzień czegoś potrzebowała. Jak nie przeniesienia szafki, to wbicia gwoździa w ścianę, albo żeby zabić pająka który jest w garażu. Wszędzie w ogrodach, przed domami byli ludzi, ale nie. Do kogo przyszła? No oczywiście, że do Max’a. 
      - No proszę.
      - Tak, ale najlepsze jest to, że kiedy po prostu powiedziałam jej, żeby sobie wynajęła kogoś do pomocy, w sensie ekipę remontową albo kogoś, to mi Max zrobił taką awanturę, że szok. Jak ja widziałam, jak oni się na siebie gapią, to aż mi się rzygać po prostu chciało, a piana to z nerwów, szła mi jak ten sos, co mi właśnie cieknie po brodzie. – Nastolatka zaśmiała się i wytarła różowy sos chusteczką leżącą pod talerzykiem.
      - A rozmawiałaś z nim o tym na spokojnie?
      - Czy rozmawiałam? Nie wujku, nie dało się z nim o tym spokojnie pogadać, bo zaraz robił mi wyrzuty, że jestem zazdrośnicą, że on jej tylko pomaga, żebym się zastanowiła co robię i tak dalej. Od kiedy on się pojawiła, Max się strasznie zmienił i to mnie boli.
      - Boisz się, że go stracisz? – Wujek zadał to pytanie bardzo poważnie.
      - Ja już w sumie nie widzę sensu, żebyśmy razem byli, skoro mam teraz mieszkać u Ciebie. Ja sobie nie wyobrażam związku na odległość.
      - Dla chcącego nic trudnego.
      - Ja mu nie ufam, o to chodzi. – Dziewczyna przestała konsumować posiłek, by poważnie podejść do tej rozmowy. - Jaką mam pewność, że właśnie teraz nie siedzi sobie z Elizabeth i nie miziają się jak zakochańce? Jaką mam pewność, że w nocy nie obracał jej w swojej sypialni? Po tamtych akcjach mam ogromne wątpliwości.
      - Myślisz, że Max mógłby Cię zdradzić?
      - Przecież ja też byłam jego laską na boku.
      - Nie rozumiem.
      - Zanim się związaliśmy, to miał dziewczynę. Amanda bodajże się nazywała. Zdradzał ją ze mną, więc nie zdziwię się jeśli teraz zdradza mnie z Elizabeth. – Wzruszyła ramionami.
      - Carmen on Cię kocha. – Richard położył dłoń na ramieniu nastolatki.
      - Tak jak kochał Amandę? – Spojrzała mu w oczy.
      - Nie wiem co mam Ci powiedzieć.
      - Nic najlepiej nie mów. – Delikatny uśmiech z jej strony sprawił, że Richard również uniósł kąciki ust. – Ty do pracy nie idziesz?
      - O cholera! – Wuj zerwał się z miejsca jakby ktoś wylał mu gorącą kawę na spodnie. – Zagadałem się z Tobą. Ja lecę, będę wieczorem.
         - No papa. – Pomachała mu i wróciła do posiłku.
Po skończonym posiłku powędrowała do sypialni, by w końcu się doprowadzić do porządku. Rozczesała włosy, parę razy przeciągnęła po nich prostownicą, na oczy nałożyła trochę tuszu do rzęs i zrobiła czarne kreski na dolnej powiece. Patrząc w lustro, miała ochotę coś w sobie zmienić. Może ostrzejszy makijaż? Spojrzała na usta. Zacząć używać błyszczyka? Nie, to nie w jej stylu. Piercing? Zawsze o tym marzyła. Teraz kiedy nie miała na głowie mamy, mogła sobie na to pozwolić. Odsunęła się od lustra, poprawiła sweterek i zabierając telefon, poszła do salonu. Wujek nie wypuścił psa, więc Nightmare spał przy kanapie. Nawet nie zareagował, gdy Carmen weszła do pomieszczenia. Usiadła na sofie i zaczęła bawić się komórką. Było jej smutno po tamtej rozmowie z wujkiem, chciała z kimś dodatkowo pogadać, do kogoś się przytulić, więc sama nie wiedząc dlaczego wybrała numer wczoraj poznanego kolegi.
      - Tak?
      - Cześć, tu Carmen. Nie przeszkadzam?
      - Nie, oczywiście, że nie. – Na twarzy Ash’a od razu pojawił się uśmiech. – Co się stało, że dzwonisz?
      - Masz może czas żeby się spotkać? Potrzebuję się komuś wygadać, a nikogo prócz Ciebie tutaj nie mam.
      - Za 10 minut mogę do Ciebie wpaść.
      - Poważnie? Przecież mogę wyjść z domu.
      - Za 10 minut u Ciebie będę. Do zobaczenia. – Chłopak dopiął swego.
Carmen westchnęła głęboko, pogłaskała psa po czym zajęła się oglądaniem jakichś nudnych programów typu talk-show.
Ash kończył kompletować dzisiejszy strój, gdy Carmen zadzwoniła. Nie spodziewał się telefonu od niej, myślał nawet, że wczorajsze spotkanie było jednorazowe, dlatego telefon od niej i chęć rozmowy ucieszyły go podwójnie. Nie mógł zostawić nastolatki teraz samej, zwłaszcza, że jemu bardzo zależało na znajomości z dziewczyną. Stał przed lustrem i zastanawiał się czy biała koszulka, nie pokazuje zbyt wiele, bo bał się, że  tatuaże zdobiące jego ciało, odepchną odrobinę nastolatkę, ale postanowił zaryzykować. Ciemne włosy ułożone na bok dodały mu charakterku, oczy błyszczały jak nigdy przedtem. Miał nadzieję, że spotkanie z Carmen potoczy się po jego myśli.
Na szerokie ramiona zarzucił czarną, skórzaną kurtkę, do kieszeni schował portfel z dokumentami, a przed wyjściem zadzwonił do Charlie’go.
      - Nie czekajcie na mnie. Coś mi wypadło. – Poinformował kumpla.
      - Co się stało? – Głos kumpla nie brzmiał zbyt zadowalająco.
      - Carmen zadzwoniła i powiedziała, że potrzebuje z kimś pogadać.
      - Rozumiem. – Zaśmiał się kolega po drugiej stronie. – Tylko, że Ty i tak nie zamoczysz.
      - Spierdalaj, ja nie jestem Tobą.
      - Chciałbyś być, przyznaj.
      - Zapomnij. – Ash i Charlie zaśmiali się w tym samym czasie. – Dobra ja kończę. Przekaż Simonowi, żeby jakichś problemów nie robił.
      - Nie ma sprawy. Udanej randki. – Dogryzł mu na koniec kolega, po czym jako pierwszy się rozłączył.
      - Palant. – Szepnął już sam do siebie, po czym opuścił budynek, w którym mieszkał. Po czarnym Camaro z 1969 roku stojącym na podjeździe spływały kropelki deszczu, który nie dawno skończył padać. Chłopak wsiadł do pojazdu i z piskiem opon ruszył w stronę domu nowej koleżanki.
Carmen skacząc po kanałach w końcu zatrzymała się na stacji muzycznej. Położyła pilot na stoliku i zajęła się czworonożnym przyjacielem, który przy każdym dotknięciu żwawiej merdał ogonem, i zaczął delikatnie gryźć ją po rękach. Mimo, że był wielkim i niekiedy agresywnym psem, uwielbiał się bawić, jednak zabawę przerwał dzwonek do drzwi. Carmen poprawiła sweter, podciągnęła spodnie i poszła otworzyć.
      - Wejdź. – Zaprosiła spodziewanego gościa do środka i wskazała dłonią wejście do salonu. – Spokojnie, Nightmare chyba Cię nie zje. – Zaśmiała się mimo podłego nastroju.
      - Jak mnie ugryzie to mu oddam. – Ash zdjął kurtkę i przewiesił przez oparcie kanapy. – Siadaj i opowiadaj co się dzieje.
      - Napijesz się czegoś?
      - Siadaj. – Powtórzył Ash, więc Carmen wyciągnęła z barku paczkę ciastek czekoladowych, postawiła na stoliku i zrobiła to o co poprosił.
      - Jesteś serio pewnie, że chcesz tego słuchać?
      - Tak, jestem pewien.
      - No dobrze. – Nastolatka wzięła głęboki oddech i zaczęła spokojnie swą opowieść. – Ogólnie nie mam w życiu lekko. Moja rodzina się rozpadła, bo moja mama zdradzała ojca, jak się później okazało przybranego. Za pierwszym razem jej wybaczył, za drugim nie koniecznie. Mimo wszystko kochałam go i to bardzo, był dla mnie najważniejszy. Po tym, kiedy zażądał rozwodu wszystko się zmieniło. Mieszkał dalej ze mną i z mamą jednak spał na kanapie, nie rozmawiali ze sobą, pałali do siebie ogromną nienawiścią. Szczerze już wolałabym, żeby któreś się wyprowadziło, bo patrzenie na tą chorą sytuację bardzo bolało. – Po policzkach dziewczyny zaczęły spływać pojedyncze łzy. – Najgorsza była ostatnia sprawa rozwodowa, dwa dni po moich urodzinach. Poszłam powiedzieć w sądzie z kim chcę być, ale wszystko utrudniło to, że byłam po bójce, miałam na twarzy rany, na niektórych partiach ciała siniaki i matka z moim biologicznym ojcem to wykorzystali. Matka bardzo dobrze wiedziała od czego to jest, ale zapłacili sędziemu, żeby wydał taki wyrok, a nie inny. Odebrano mu prawa rodzicielskie no i mieli skazać na więzienie ale przekonałam sędziego, że to nie on i dostał tylko i aż zakaz zbliżania do mnie. Na drugi dzień miał zabrać swoje rzeczy, mamy nie było, więc przyjechałam do domu wcześniej, żeby się z nim pożegnać bez jakichś problemów czy coś. Weszłam do mieszkania. – Zawiesiła głos, by przełknąć ciężko ślinę i otrzeć policzki. – Wszędzie go szukałam. W sypialni, w kuchni, salonie. Aż w końcu poszłam na strych. Miałam złe przeczucia i słusznie. On tam był. Jego ciało tak swobodnie bez życia kołysało się na grubym sznurze. – Wszystkie emocje, które Carmen w sobie ukrywała po prostu wyszły na zewnątrz. Płakała niczym malutkie dziecko, które zgubiło się w markecie. Ash przyglądał jej się i sam do końca nie wiedział jak ma zareagować, więc bez słowa po prostu objął ją ramieniem. – Ja go próbowałam ratować, budziłam go, wezwałam pogotowie, ale to nic nie dało. Był taki zimny, taki martwy. Boże, to był najgorszy widok w moim życiu. Ja do tej pory zamykam oczy i widzę jego i tą pętlę zaciśniętą na jego szyi. – Ash otarł wierzchem dłoni policzki nastolatki, ale łzy płynęły zbyt szybko. – Na pogrzebie mama się nie zjawiła. Była zajęta swoją ciążą i swoim partnerem. Po tym wszystko się tak cholernie zmieniło. Próbowałam popełnić samobójstwo. – Carmen podciągnęła rękaw i pokazała Ash’owi sporych rozmiarów bliznę idącą wzdłuż przedramienia. – Najlepsze jest to, że ona chyba mnie uratowała tylko po to, by po jakimś czasie powiedzieć mi, że powinnam zdechnąć i leżeć w grobie razem z tatą. To, że tutaj jestem też jest dzięki niej. Siedziałam w pokoju, nikomu nie przeszkadzałam, a oni obydwoje wpadli do mojego pokoju, porozglądali się i wiesz co mi mamusia powiedziała? „Pakuj się i wynoś stąd, bo muszę mieć więcej miejsca dla mojego dziecka”.  To było gorsze niż oberwanie w twarz, uwierz mi. – Carmen spojrzała w oczy Ash’a które zaczęły wypełniać się łzami. Nie spodziewał się, że jej historia jest aż tak bolesna.  – Zadzwoniłam do mojego chłopaka, który nie raczył nawet odebrać, a dzisiaj skoczył do mnie z ryjem, dlaczego do niego nie zadzwoniłam. Po prostu nie mam już siły. – Po tym co z siebie wyrzuciła, po prostu wtuliła się w towarzysza i płakała przez długi czas. Nie mogła się uspokoić. Z drugiej strony poczuła się lepiej, gdy wylała ocean łez.
      - Ja… - Zająkał się Ash, trzymając drobną dziewczynę w swych dużych ramionach. – Nie mogę w to uwierzyć. Jak można własnemu dziecku zadać tyle bólu? Przykro mi to mówić, ale Twoja matka to suka.
      - Nawet nie, bo suka swoich dzieci nie zostawi. – Dziewczyna spojrzała koledze w oczy, po czym oparła głowę o pierś chłopaka i słuchała bicia jego serca.

czwartek, 8 maja 2014

I

    Dzień jak każdy inny. Ulewa, zimy wiatr, szaro-czarne chmury unoszące się nad Nowym Yorkiem . Carmen siedziała na schodkach przed domem jej wujka Richarda, który miał być jej nowym domem. Ślepo wpatrywała się w uliczne latarnie oraz stojące na poboczach samochody. Rozmyślała nad wszystkim. Głównie nad tym, jak potoczy się jej życie. Po tym, jak mama wyrzuciła ją z domu miała mieszkać z wujkiem, który był gejem. Jako jedyny chciał ją przyjąć pod swój dach, w końcu była jego malutką bratanicą. Wszystkie te myśli ogarniały jej umysł i nie potrafiła się na niczym skupić. Nawet muzyka w słuchawkach nie potrafiła zagłuszyć tego mętliku.
Nie znała tu nikogo. Była zbyt zamknięta w sobie i nieśmiała, by odważyć się do kogokolwiek zagadać. Nie spodziewała się tego, że ktokolwiek ją zauważy. Po lewej stronie dostrzegła cień, ale nie przejęła się tym. Pomyślała, że mógł to być zwykły przechodzień, starający się uniknąć przemoknięcia, jednak tak się nie działo. Osoba zatrzymała się przed nią, jednak Carmen nie podniosła swych błękitnych oczu. Myślała, że osoba o coś pyta, dlatego ściszyła odrobinę muzykę, ale usłyszała tylko i wyłącznie krople deszczu uderzające o asfalt. Po chwili nieznajomy odszedł, a dziewczyna skierowała wzrok w kierunku tajemniczej osoby. Był to zdecydowanie chłopak, dość wysoki. Nie widziała jaki ma kolor włosów, bo na głowie miał założony szary kaptur, który zapewne miał go uchronić przed wodą lecącą z nieba. Szedł bardzo pewnym krokiem, a szczupłe nogi, odziane w czarne spodnie stawiał w szybkim tempie. Gdy mężczyzna znacznie się oddalił, dziewczyna wzięła głęboki wdech i wstała ze swojego miejsca. Rozprostowała kręgosłup, starała się poruszać zagipsowanym nadgarstkiem, ale niestety jej się to nie udało. Złamanie goiło się bardzo powoli, a gips utrudniał wiele spraw.
Dziewczyna przekroczyła próg przytulnego domku jednorodzinnego. Wewnątrz było czuć zapach tostów i herbaty, zapach dochodził z kuchni. Carmen po cichu poszła w tamtą stronę. Po pomieszczeniu krzątał się niewysoki mężczyzna przed czterdziestką, jednak rysy twarz wcale nie zdradzały jego wieku. Fantastycznie się prezentował w wąskich jeansach, białym t-shirt'cie, włosach modnie zaczesanych do tyłu oraz z jednym tatuażem za uchem ukazującym znak zodiaku Carmen.
- Właśnie miałem Cię wołać na kolację. - Powiedział z uśmiechem mężczyzna, gdy usłyszał nastolatkę poruszającą się po pomieszczeniu.
- Dzięki. - Uśmiechnęła się i zajęła miejsce naprzeciw wuja.
- Pewnie zmarzłaś, dlatego zaparzyłem gorącą herbatę.
- Nie jest najgorzej. Ten deszcz mnie tylko wnerwia, ale poza tym zimno nie jest. - Przedstawiła mu aktualne warunki atmosferyczne panujące poza murami budynku.
- Dobra, dobra. Tobie nie jest zimno, bo taką pogodę uwielbiasz. - Richard włożył do ust kawałek zapieczonego chleba i popił ciepłą, malinową herbatą. - Carmen idziesz ze mną później do sąsiada? Mam mu pomóc z samochodem, a chcę żebyś przy okazji kogoś tutaj poznała.
- No dobra. - Zgodziła się z mieszanymi uczuciami, bo nie była zbyt towarzyską osobą. - Jak siedziałam na schodkach to ktoś stanął naprzeciw mnie i mi się przyglądał.
- Jak wyglądała ta osoba?
- Nie mam pojęcia, bo nie popatrzyłam na nią, ale to był na bank chłopak. Wysoki i miał szczupłe nogi.
- Tu jest w okolicy chyba dwóch albo trzech chłopaków, po dwadzieścia lat mają. Tylko proszę, nie zadawaj się z nimi. To nie jest odpowiednie towarzystwo dla Ciebie.
- A Ty co, w matkę się bawisz? - Carmen wyraźnie zdenerwowały słowa wuja. Posłała mu gniewne spojrzenie i zabrała się za pałaszowanie posiłku.
- Nie, po prostu chcę żebyś nie wpakowała się w kłopoty.
- O mnie się nie martw.
Popatrzyli po sobie po czym zaczęli rozmowę o całkowicie innych sprawach. Wujek opowiadał jej o ludziach mieszkających na tym osiedlu.
Carmen tu często nie bywała, a jak już to co rusz ktoś nowy się wprowadzał lub wyjeżdżał. Najbardziej zainteresowała ją informacja o tych chłopcach. Z jednej strony bardzo chciała ich poznać, ale z drugiej odrobinę się wystraszyła, gdy wujek powiedział o częstych wizytach policji.
- Proszę, unikaj ich. - Powiedział Richard i zabrał pusty talerz sprzed dziewczyny. - Idziemy.
- Dokąd? - Zapytała, jakby nagle zapomniała o tym co wcześniej mówił wuj.
- Do Chris'a. Przecież Ci mówiłem.
- Wiesz co, ode chciało mi się iść.
- O nie. Idziesz ze mną. Dotlenisz się, pozwiedzasz, pomożesz mi. - Richard złapał nastolatkę za ramię.
- Naprawdę wujku nie mam ochoty.
- Trudno, pójdę sam.
- Jest coś słodkiego w domu?
- Coś się znajdzie. - Włożył talerzyki do zmywarki po czym zabrał z wieszaczka klucz do garażu i poszedł w tamtą stronę.
Carmen została sama, ale nie miała zamiaru siedzieć bezczynnie w mieszkaniu. Miała już swój komplet kluczy, więc po wyjściu Richarda, miała w planach wyjście z domu. Chciała sama poznać okolicę, a właściwie jej nowy dom. Włożyła w uszy słuchawki, założyła czarną bluzę Avenged Sevenfold, muzykę tego samego zespołu włączyła i była gotowa do wyjścia. Zakluczając drzwi w ostatniej chwili pomyślała, że może zabrać psa wujka ze sobą, tak dla bezpieczeństwa. Poszła w stronę kojca gdzie sypiał piękny amstaf o imieniu Nightmare.
- Chodź psinko kochana. – Zawołała białego czworonoga, a ten ciesząc się na jej widok, rzucił się na nią i zaczął lizać po jasnej cerze. – Idziemy na spacer.
Założyła na szyję psa kolczatkę, zapięła smycz i była gotowa by wyruszyć.
Przez prawie trzy godziny spacerowała po okolicy, poznawała zakątki miasteczka, szukała odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby spędzać wieczory i w spokoju myśleć o wszystkim. Siedziała na ławeczce, w niewielkim parku. Nightmare wiernie siedział u jej boku i bacznie obserwował osoby, które nie zachowywały odpowiedniej odległości od jego pani. Carmen gładziła jego białą sierść i rozglądała się dookoła. Miała cichą nadzieję, że ktoś się do niej dosiądzie, że będzie bardziej odważny niż ona i nawiąże choć pięciominutowy kontakt. W słuchawkach rozbrzmiewał głos J3T i tekst „I’m not just a man with these broken dreams”. Dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy i ruszyła z miejsca.
Słońce powoli zachodziło, robiło się coraz ciemniej i chłodniej. Na twarzy czuła delikatnie kropelki lecące z nieba. Założyła kaptur zakrywający czerwone włosy, opuściła głowę i skierowała się w stronę domu, by uniknąć przemoczenia. Nie zwracała uwagi na nikogo i na nic i to poskutkowało tym, że niespodziewanie wpadła na jakiegoś mężczyznę. Szybko wyciągnęła słuchawki i spojrzała na osobnika.
      - Przepraszam, nie zauważyłam pana. – Powiedziała spokojnie
      - Następnym razem uważaj jak łazisz, szmato! – Krzyknął chłopak, o brązowych oczach, które wbił w jej przerażone spojrzenie.
      - Ej, Simon uspokój się! – Warknął jeden z chłopaków.
      - To nich uważa jak chodzi, bo ktoś może jej nóżki przetrącić!
      - Kurwa daj spokój! – Odezwał się następny i podszedł do przerażonej i  roztrzęsionej dziewczyny. – Przepraszam Cię za niego.
      - O obrońca ucieśnionych dziwek się znalazł. – Zaśmiał się niejaki Simon.
      - Stary, nie przeginaj. Dziewczyna nie chciała na Ciebie wpaść, a Ty ją wyzywasz. Weź odstaw siłownie, bo zamiast mózgu masz mięsień! – Odezwał się kolejny chłopak. Wysoki blondyn o bardzo podobnym stylu jak chłopak stojący obok dziewczyny.
      - Spierdalaj.
      - Tylko tyle potrafisz powiedzieć, prostaku?
      - Jak chcesz to możemy załatwić to inaczej. – Simon zbliżył się do chłopaka i śmiało mógł spoglądać na niego z góry.
      - Weźcie się obaj ogarnijcie. – Obrońca stojący tuż przy Carmen zainterweniował.
      - Ja już pójdę. – Carmen przeleciał strach, gdy zobaczyła jak pewny siebie jest najwyższy i największy z całej trójki chłopak. Nie chciała mu podpaść, dlatego wolała już zniknąć. – Jeszcze raz przepraszam. – Szepnęła w stronę zielonookiego chłopaka, który stał obok niej. – Chodź Nightmare.
      - Zaczekaj, odprowadzę Cię, bo temu debilowi mogą różne rzeczy przyjść do głowy. – Złapał dziewczynę za ramię i uśmiechnął się tak, by chociaż odrobinę załagodzić sytuację. – Charlie idziesz ze mną?
      - A Ty laseczko dokąd? – Brodacz popatrzył na dziewczynę.
Stanął przed nią, zasłaniając tym samym większą część parku. Wzrok Carmen zatrzymał się na nadruku na koszulce mężczyzny. Po chwili podniosła wzrok, spoglądała w brązowe oczy, które ogarnął obłęd. Czuła jego oddech uchodzący z rozpostartych nozdrzy na swoich policzkach. Nie musiał się nie wiadomo jak zbliżać, by zapach jego wody kolońskiej drażnił jej zmysł zapachu. Pies który wcześniej był nade spokojny zaczął warczeć ostrzegawczo.
         - Nightmare, przestań. – Uspokajała go dziewczyna, której samej było ciężko zapanować nad emocjami.
         - Pies jest bardziej odważny od Ciebie. – Zakpił.
         - Simon zostaw już ją. Co Ci da, że ją doprowadzisz zaraz do płaczu? – Charlie starał się odciągnąć kumpla od nastolatki.
         - Oj, będziesz płakała? Przepraszam, tak bardzo przepraszam. – Drwił dalej i nachylił się do dziewczyny, by być z nią twarzą w twarz.
         - O co Ci chodzi? Co Ty do mnie masz? – Wreszcie dziewczyna nie wytrzymała. – Wyżywanie na mnie sprawia Ci przyjemność czy co, bo już serio nie wiem?
         - No nareszcie się stawiasz. O to mi chodziło. – Uśmiechnął się Simon, ale tym razem jego twarz nie była aż tak przerażająca jak wcześniej.
Koledzy chłopaka zdębieli. Charlie otworzył usta ze zdziwienia, chłopak który stał obok Carmen uniósł brew i wpatrywał się w kumpla. Sama dziewczyna też nie wiedziała co ma teraz zrobić. Nie wiedziała, czy koleś faktycznie staje się miły, czy to jakaś kolejna sztuczka. Przyciągnęła psa bliżej siebie, jednak po tym czego się dopuściła, odwaga z niej nie uszła. Patrzyła chłopkowi w oczy i czekała na kolejny ruch z jego strony.
         - Simon, daj jej spokój. – Charlie nie dawał za wygraną.
         - Spokojnie, nie skrzywdziłbym Cię, nie jestem damskim bokserem. – Chłopak się wyprostował i wyciągnął sporych rozmiarów dłoń w stronę nastolatki. – Jestem Simon.
         - Carmen. – Dziewczyna chwyciła jego dłoń i lekko uścisnęła. Chłopak wykazał się delikatnością i bardzo ostrożnie ścisnął jej dłoń.
         - Wiem, że jesteś tu nowa i po prostu chciałem sprawdzić, czy jesteś w stanie się postawić. To nie jest zbyt ciekawa okolica.
         - Skąd wiesz, że jestem nowa?
         - Wczoraj Cię widziałem jak siedziałaś na schodach przed domem tego pedała.
         - To mój wujek. – Odpowiedziała unosząc brew.
         - No cóż, rodziny się nie wybiera. – Stwierdził. – Przepraszam, że tak Cię zwyzywałem.      
         - Nie no, byłam wyzywana od gorszych, także spoko.
         - Odprowadzimy Cię do domu. – Powiedział Simon i odsunął się na bok, by odsłonić nastolatce drogę do domu wuja Richarda.
         - Nie trzeba, sama pójdę.
         - Uwierz, że możesz trafić na gorszych niż Simon. – Zaśmiał się Charlie.
         - Zamknij się już. – Syknął do blondyna. - Panie przodem.
Simon popatrzył na kolegów, a następnie na nastolatkę, która ze zmieszanymi uczuciami ruszyła jako pierwsza.
Strach chyba powoli z niej schodził, bo czuła się już odrobine pewniej, nawiązywała rozmowę z Charlie’m, Simon bardzo uważnie przyglądał się Carmen i jej psu, a natomiast Ash, chłopak który tak wstawił się za młodą dziewczyną, szedł na szarym końcu. Nie mógł do końca uwierzyć, że jego kumpel tak nagle stał się miłym chłopakiem z sąsiedztwa. Znał go najdłużej ze wszystkich. Zawsze był kawałem sukinsyna, który potrafił być agresywny nawet w stosunku do kobiet, więc ciężko mu było uwierzyć, że  nagle stał się taki potulny.
Carmen idąc z taką eskortą dopiero po chwili zauważyła, że kogoś brakuje. Odwróciła głowę i dostrzegła, że Ash idzie na końcu ze zwieszoną głową. Zwolniła trochę krok i po chwili szła tym samym tempem co chłopak. Udawał, że jej nie widzi, trochę  zmartwiły go jego własne myśli. Z drugiej strony nie potrafił z nią rozmawiać od tak. Mimo, że wcześniej potrafił się za nią wstawić, tak teraz było mu ciężko coś powiedzieć.
      - Tak w sumie to nawet nie wiem jak masz na imię. – Uśmiechnęła się do chłopaka, który na moment podniósł wzrok.
      - Ash. – Odpowiedział po czym odwzajemnił gest Carmen.
      - Miło mi.
      - Mi też. – Popatrzył na plecy jednego z kolegów. – Wiesz co, nie chce mi się wierzyć, że Simon jest nagle taki miły.
      - Też jakoś mnie to zdziwiło.
      - Znam go bardzo długo. On coś kombinuje. On potrafi nawet dziewczynę uderzyć, więc w takie gadanie mu nie wierz. – Ostrzegł ją.
      - Szczerze to ja nikomu nie wierzę. Przepraszam, ale Tobie również.
      - Nie mam Ci tego za złe, bo masz do tego prawo. – Ash popatrzył na dziewczynę i posłał ostrożny uśmiech. – Serio jesteś tutaj nowa?
      - Tak, niestety, a może stety muszę tu mieszkać. Problemy rodzinne mnie do tego zmusiły.
      - A skąd się tu przeprowadziłaś?
      - Z Los Angeles.
      - Rozumiem.
      - A czemu tak wypytujesz? –Zapytała dziewczyna i przyciągnęła psa do siebie, gdy zobaczyła, że po chodniku biegnie bezpański, szary kot.
      - Staram się podtrzymać rozmowę. – Zaśmiał się. – Daj mi smycz, bo widzę, że możesz sobie z psem nie poradzić. – Ruchem głowy wskazał tego samego kota, którego już wcześniej zobaczyła dziewczyna.
      - Nie, mam nadzieję, że Nightmare mi jakiegoś numeru nie odstawi.
      - Ja bym nie był taki pewien. – Złapał za dłoń dziewczyny, by wziąć od niej czarny, skórzany pasek.
Carmen speszyła się, gdy poczuła i zobaczyła wytatuowaną dłoń Ash’a na swojej. Nie ufała mu, a on chciał ją do siebie przekonać i takimi delikatnymi gestami starał się to zrobić.
Powoli mu się udawało. Carmen jakby otworzyła się przed chłopakiem, nabrała do niego zaufania. Opowiadała o wielu sprawach, między innymi o przeprowadzce, o swoim chłopaku, który nie wie o jej obecności tutaj, jaki ma kontakt z wujem, jednak nie podała powodu przyjazdu tutaj. Ash czuł, że Carmen coś przed nim ukrywa, jednak ni chciał jej męczyć. Wychodził z założenia, że to jej sprawa i jeśli nie chce o tym mówić, to nie będzie naciskał.
Charlie i Simon szli tak, jakby zapomnieli o Carmen i Ash’u. Rozmowa o tatuażach i piercingu bardzo ich pochłonęła. Charlie zastanawiał się nad przebiciem wargi, a Simon nad tatuażem na penisie. Obaj wybuchali co trochę śmiechem, bo do głowy przychodziły im coraz głupsze pomysły. Jednak niektóre traktowali całkiem poważnie.
         - Ty, a gdzie jest Ash? – Zauważył po czasie Simon.
         - Odwróć się to zobaczysz. – Charlie kiwnął głową lekko w tył, a Simon odwróciwszy się ujrzał jak Ash i Carmen nawiązują znajomość.
         - No popatrz, popatrz. – Zaśmiał się chłopak. – Casanova ruszcie się trochę. – Uśmiechnął się do nastolatki.
         - Daj im spokój. – Charlie klepnął go w ramię. – Idziecie z nami na piwo?
         - Ja wracam do domu. – Broniła się nastolatka.
         - A ja odprowadzam Carmen. – Odparł Ash. – Jak coś to do was dojdę.
         - Dobra to tam gdzie zawsze będziemy. – Powiedział Simon i skręcił wraz z Charlie’m w jedną z uliczek.
         - Do później. – Pożegnał się z kolegami, po czym spojrzał na Carmen i ponownie ruszyli w dalszą drogę.
Carmen z każdą minutą coraz bardziej się otwierała przed chłopakiem. Widać było, że obydwoje przypadli sobie do gustu. Mieli wiele wspólnego, głównie muzyka i bardzo podobny styl ich do siebie zbliżyły. Kiedy naszli na temat muzyki, Carmen poczuła, że w końcu znalazła kogoś, z kim będzie mogła normalnie rozmawiać. Kiedy dotarli pod dom jej wujka, jakoś ciężko było im się rozstać. Cały czas przyglądali się sobie, uśmiechy nie schodziły z ich twarzy.
      - Ja już pójdę. – Powiedziała nastolatka i wyciągnęła dłoń, by zabrać smycz od chłopaka. – Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
      - Nie ma sprawy. – Włożył ręce do kieszeni czarnej kurtki. – Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy.
      - Też mam taka nadzieję. – Uśmiechnęła się. – Wiesz co, może wejdziesz do środka?
      - Nie, dzięki. Wiem, że Twój wujek nie przepada za moim i chłopaków towarzystwem. Wiesz co, daj mi swój telefon, to zapiszę Ci mój numer. Jak będziesz chciała to zadzwoń. – Chwycił smartfona dziewczyny, dotknął odpowiednich cyferek i po oddaniu urządzenia poszedł w stronę z której przyszli.
Carmen jeszcze chwilkę stała w osłupieniu nie mogąc uwierzyć, że poznała kogoś takiego. Pierwszy raz od kilku tygodni przytrafiło jej się coś dobrego, coś co sprawiało, że  uśmiech pojawiał się na jej twarzy. Popatrzyła na psa, który uniósł swój wielki łeb, uśmiechnęła się do niego i zabrała na tył ogrodu.
Ash szedł spokojnym krokiem. Nie spieszyło mu się zbytnio do kolegów. Patrząc na jego zwieszoną pozę można było być tego pewnym. Jego głowę przepełniały myśli o spotkanej dziewczynie. Gdzieś w środku zastanawiał się, co mógł zrobić, by bardziej zbliżyć się do Carmen, która była bardzo nieprzystępna. Przywołał do siebie obraz jej oczu, które ukrywały w sobie coś, czego nawet nie mógł się domyślić. Z tego zamyślenia niespodziewania wyrwała go wibracja telefonu w kieszeni czarnych spodni. Poczuł jak niekontrolowanie mocniej mu biło serce. Spojrzał na wyświetlacz, a entuzjazm go opuścił.
      - Co jest?
      - Ash weź przyjdź do knajpy, bo Simon się napierdolił i rzuca się do jakiegoś kolesia, a sam sobie rady z tym osłem nie dam. – Poprosił bezradny Charlie.
      - No dobra, zaraz będę. – Jęknął niepocieszony i rozłączył się, po czym przyspieszył trochę kroku.
Droga do ich ulubionego miejsca długo mu nie zajęła, zwłaszcza, że sprawa go nagliła. Simon po pijaku był bardzo agresywny i różnie dziwne rzeczy mogły się dziać. Raz rozwalił mężczyźnie głowę o bar, innemu złamał parę żeber, po czym miał sprawę w sądzie. Simon był osobą bardzo specyficzną. Niby na początku bywał miły, jednak w środku, czasami pod wpływem emocji zmieniał się w bestię. Mimo wszystko uwielbiali swoje towarzystwo. Spędzali we trzech każdą wolną chwilę. Znali się od liceum, zawsze trzymali się razem, choć w pewnej chwili Ash poczuł, że niedawno poznana Carmen może wiele zmienić.
Leżała na kanapie przed telewizorem, wpatrując się w wyświetlony numer telefonu chłopaka. Kusiło ją, by nacisnąć wybieranie połączenia, jednak nie chciała być nachalna. To nie było w jej stylu, mimo, że Ash sam dał jej swój numer. Spojrzała na zegarek, wuja nadal nie było więc nie pozostawało jej nic innego, jak pójść spać. Przed tym odważyła się napisać do Ash’a. „Dziękuję za…”. No właśnie, za co mogła mu podziękować? Za to, że ją po prostu odprowadził? Za rozmowę? Usunęła to co napisała, zablokowała telefon i poszła na dół by sprawdzić czy drzwi są pozamykane na zamek. Położyła się pod ciepłą kołdrą, włosy rozpuściła i po prostu zamknęła oczy. Jeszcze przez parę chwil pomyślała o swoim chłopaku Max’ie, który nie wiedział o tym, co się stało. Poczuła tęsknotę, pragnęła znaleźć się przy nim, ale ta potrzeba musiała poczekać.

Wstęp

Kolejne coś ode mnie, tak wiem to już nudne. Jednak to opowiadanie będzie można powiedzieć dla wszystkich. Bez względu na fandom itp. Opowiadanie będzie o tym, czy przyjaźń damsko-męska istnieje i czy miłość będzie w stanie to wszystko zepsuć :) Mam nadzieję, że ten projekt Wam się spodoba, bo nie ukrywam, że to do tego opowiadania podchodzę bardzo, bardzo poważnie. Po raz pierwszy piszę cokolwiek w formie trzecioosobowej, więc za błędy bardzo przepraszam. Tyle ode mnie.
Mam nadzieję, że pod rozdziałami będziecie pozostawiać po sobie ślady w postaci komentarzy, bo to jest mega motywujące :) Dodatkowo możecie zapoznać się z bohaterami opowiadania i sprawdzić, co aktualnie czytam. Jeśli chcecie, żeby Wasz blog się tam znalazł, to zostawcie tam komentarz :)
No to kochani, miłego czytania! <3