Dzień
jak każdy inny. Ulewa, zimy wiatr, szaro-czarne chmury unoszące się nad Nowym
Yorkiem . Carmen siedziała na schodkach przed domem jej wujka Richarda, który
miał być jej nowym domem. Ślepo wpatrywała się w uliczne latarnie oraz stojące
na poboczach samochody. Rozmyślała nad wszystkim. Głównie nad tym, jak potoczy
się jej życie. Po tym, jak mama wyrzuciła ją z domu miała mieszkać z wujkiem,
który był gejem. Jako jedyny chciał ją przyjąć pod swój dach, w końcu była jego
malutką bratanicą. Wszystkie te myśli ogarniały jej umysł i nie potrafiła się
na niczym skupić. Nawet muzyka w słuchawkach nie potrafiła zagłuszyć tego
mętliku.
Nie znała tu nikogo. Była zbyt zamknięta w
sobie i nieśmiała, by odważyć się do kogokolwiek zagadać. Nie spodziewała się
tego, że ktokolwiek ją zauważy. Po lewej stronie dostrzegła cień, ale nie
przejęła się tym. Pomyślała, że mógł to być zwykły przechodzień, starający się
uniknąć przemoknięcia, jednak tak się nie działo. Osoba zatrzymała się przed
nią, jednak Carmen nie podniosła swych błękitnych oczu. Myślała, że osoba o coś
pyta, dlatego ściszyła odrobinę muzykę, ale usłyszała tylko i wyłącznie krople
deszczu uderzające o asfalt. Po chwili nieznajomy odszedł, a dziewczyna
skierowała wzrok w kierunku tajemniczej osoby. Był to zdecydowanie chłopak,
dość wysoki. Nie widziała jaki ma kolor włosów, bo na głowie miał założony
szary kaptur, który zapewne miał go uchronić przed wodą lecącą z nieba. Szedł
bardzo pewnym krokiem, a szczupłe nogi, odziane w czarne spodnie stawiał w
szybkim tempie. Gdy mężczyzna znacznie się oddalił, dziewczyna wzięła głęboki
wdech i wstała ze swojego miejsca. Rozprostowała kręgosłup, starała się
poruszać zagipsowanym nadgarstkiem, ale niestety jej się to nie udało. Złamanie
goiło się bardzo powoli, a gips utrudniał wiele spraw.
Dziewczyna przekroczyła próg przytulnego
domku jednorodzinnego. Wewnątrz było czuć zapach tostów i herbaty, zapach
dochodził z kuchni. Carmen po cichu poszła w tamtą stronę. Po pomieszczeniu
krzątał się niewysoki mężczyzna przed czterdziestką, jednak rysy twarz wcale
nie zdradzały jego wieku. Fantastycznie się prezentował w wąskich jeansach,
białym t-shirt'cie, włosach modnie zaczesanych do tyłu oraz z jednym tatuażem
za uchem ukazującym znak zodiaku Carmen.
- Właśnie miałem Cię wołać na kolację. -
Powiedział z uśmiechem mężczyzna, gdy usłyszał nastolatkę poruszającą się po
pomieszczeniu.
- Dzięki. - Uśmiechnęła się i zajęła miejsce
naprzeciw wuja.
- Pewnie zmarzłaś, dlatego zaparzyłem gorącą
herbatę.
- Nie jest najgorzej. Ten deszcz mnie tylko
wnerwia, ale poza tym zimno nie jest. - Przedstawiła mu aktualne warunki
atmosferyczne panujące poza murami budynku.
- Dobra, dobra. Tobie nie jest zimno, bo taką
pogodę uwielbiasz. - Richard włożył do ust kawałek zapieczonego chleba i popił
ciepłą, malinową herbatą. - Carmen idziesz ze mną później do sąsiada? Mam mu
pomóc z samochodem, a chcę żebyś przy okazji kogoś tutaj poznała.
- No dobra. - Zgodziła się z mieszanymi
uczuciami, bo nie była zbyt towarzyską osobą. - Jak siedziałam na schodkach to
ktoś stanął naprzeciw mnie i mi się przyglądał.
- Jak wyglądała ta osoba?
- Nie mam pojęcia, bo nie popatrzyłam na nią,
ale to był na bank chłopak. Wysoki i miał szczupłe nogi.
- Tu jest w okolicy chyba dwóch albo trzech
chłopaków, po dwadzieścia lat mają. Tylko proszę, nie zadawaj się z nimi. To
nie jest odpowiednie towarzystwo dla Ciebie.
- A Ty co, w matkę się bawisz? - Carmen
wyraźnie zdenerwowały słowa wuja. Posłała mu gniewne spojrzenie i zabrała się
za pałaszowanie posiłku.
- Nie, po prostu chcę żebyś nie wpakowała się
w kłopoty.
- O mnie się nie martw.
Popatrzyli
po sobie po czym zaczęli rozmowę o całkowicie innych sprawach. Wujek opowiadał
jej o ludziach mieszkających na tym osiedlu.
Carmen tu często nie bywała, a jak już to co
rusz ktoś nowy się wprowadzał lub wyjeżdżał. Najbardziej zainteresowała ją
informacja o tych chłopcach. Z jednej strony bardzo chciała ich poznać, ale z
drugiej odrobinę się wystraszyła, gdy wujek powiedział o częstych wizytach
policji.
- Proszę, unikaj ich. - Powiedział Richard i
zabrał pusty talerz sprzed dziewczyny. - Idziemy.
- Dokąd? - Zapytała, jakby nagle zapomniała o
tym co wcześniej mówił wuj.
- Do Chris'a. Przecież Ci mówiłem.
- Wiesz co, ode chciało mi się iść.
- O nie. Idziesz ze mną. Dotlenisz się,
pozwiedzasz, pomożesz mi. - Richard złapał nastolatkę za ramię.
- Naprawdę wujku nie mam ochoty.
- Trudno, pójdę sam.
- Jest coś słodkiego w domu?
- Coś się znajdzie. - Włożył talerzyki do
zmywarki po czym zabrał z wieszaczka klucz do garażu i poszedł w tamtą stronę.
Carmen została sama, ale nie miała zamiaru
siedzieć bezczynnie w mieszkaniu. Miała już swój komplet kluczy, więc po
wyjściu Richarda, miała w planach wyjście z domu. Chciała sama poznać okolicę,
a właściwie jej nowy dom. Włożyła w uszy słuchawki, założyła czarną bluzę
Avenged Sevenfold, muzykę tego samego zespołu włączyła i była gotowa do wyjścia.
Zakluczając drzwi w ostatniej chwili pomyślała, że może zabrać psa wujka ze
sobą, tak dla bezpieczeństwa. Poszła w stronę kojca gdzie sypiał piękny amstaf
o imieniu Nightmare.
- Chodź psinko kochana. – Zawołała białego
czworonoga, a ten ciesząc się na jej widok, rzucił się na nią i zaczął lizać po
jasnej cerze. – Idziemy na spacer.
Założyła
na szyję psa kolczatkę, zapięła smycz i była gotowa by wyruszyć.
Przez prawie trzy godziny spacerowała po okolicy,
poznawała zakątki miasteczka, szukała odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby
spędzać wieczory i w spokoju myśleć o wszystkim. Siedziała na ławeczce, w
niewielkim parku. Nightmare wiernie siedział u jej boku i bacznie obserwował
osoby, które nie zachowywały odpowiedniej odległości od jego pani. Carmen
gładziła jego białą sierść i rozglądała się dookoła. Miała cichą nadzieję, że
ktoś się do niej dosiądzie, że będzie bardziej odważny niż ona i nawiąże choć
pięciominutowy kontakt. W słuchawkach rozbrzmiewał głos J3T i tekst „I’m not just a man with these broken
dreams”. Dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy i ruszyła z miejsca.
Słońce powoli zachodziło, robiło się coraz
ciemniej i chłodniej. Na twarzy czuła delikatnie kropelki lecące z nieba.
Założyła kaptur zakrywający czerwone włosy, opuściła głowę i skierowała się w
stronę domu, by uniknąć przemoczenia. Nie zwracała uwagi na nikogo i na nic i
to poskutkowało tym, że niespodziewanie wpadła na jakiegoś mężczyznę. Szybko
wyciągnęła słuchawki i spojrzała na osobnika.
-
Przepraszam, nie zauważyłam pana. – Powiedziała spokojnie
-
Następnym razem uważaj jak łazisz, szmato! – Krzyknął chłopak, o brązowych
oczach, które wbił w jej przerażone spojrzenie.
-
Ej, Simon uspokój się! – Warknął jeden z chłopaków.
-
To nich uważa jak chodzi, bo ktoś może jej nóżki przetrącić!
-
Kurwa daj spokój! – Odezwał się następny i podszedł do przerażonej i roztrzęsionej dziewczyny. – Przepraszam Cię
za niego.
-
O obrońca ucieśnionych dziwek się znalazł. – Zaśmiał się niejaki Simon.
-
Stary, nie przeginaj. Dziewczyna nie chciała na Ciebie wpaść, a Ty ją wyzywasz.
Weź odstaw siłownie, bo zamiast mózgu masz mięsień! – Odezwał się kolejny
chłopak. Wysoki blondyn o bardzo podobnym stylu jak chłopak stojący obok
dziewczyny.
-
Spierdalaj.
-
Tylko tyle potrafisz powiedzieć, prostaku?
-
Jak chcesz to możemy załatwić to inaczej. – Simon zbliżył się do chłopaka i
śmiało mógł spoglądać na niego z góry.
-
Weźcie się obaj ogarnijcie. – Obrońca stojący tuż przy Carmen zainterweniował.
-
Ja już pójdę. – Carmen przeleciał strach, gdy zobaczyła jak pewny siebie jest
najwyższy i największy z całej trójki chłopak. Nie chciała mu podpaść, dlatego
wolała już zniknąć. – Jeszcze raz przepraszam. – Szepnęła w stronę
zielonookiego chłopaka, który stał obok niej. – Chodź Nightmare.
-
Zaczekaj, odprowadzę Cię, bo temu debilowi mogą różne rzeczy przyjść do głowy.
– Złapał dziewczynę za ramię i uśmiechnął się tak, by chociaż odrobinę
załagodzić sytuację. – Charlie idziesz ze mną?
-
A Ty laseczko dokąd? – Brodacz popatrzył na dziewczynę.
Stanął
przed nią, zasłaniając tym samym większą część parku. Wzrok Carmen zatrzymał
się na nadruku na koszulce mężczyzny. Po chwili podniosła wzrok, spoglądała w brązowe
oczy, które ogarnął obłęd. Czuła jego oddech uchodzący z rozpostartych nozdrzy
na swoich policzkach. Nie musiał się nie wiadomo jak zbliżać, by zapach jego
wody kolońskiej drażnił jej zmysł zapachu. Pies który wcześniej był nade
spokojny zaczął warczeć ostrzegawczo.
- Nightmare, przestań. – Uspokajała go
dziewczyna, której samej było ciężko zapanować nad emocjami.
- Pies jest bardziej odważny od Ciebie.
– Zakpił.
- Simon zostaw już ją. Co Ci da, że ją
doprowadzisz zaraz do płaczu? – Charlie starał się odciągnąć kumpla od
nastolatki.
- Oj, będziesz płakała? Przepraszam,
tak bardzo przepraszam. – Drwił dalej i nachylił się do dziewczyny, by być z
nią twarzą w twarz.
- O co Ci chodzi? Co Ty do mnie masz? –
Wreszcie dziewczyna nie wytrzymała. – Wyżywanie na mnie sprawia Ci przyjemność
czy co, bo już serio nie wiem?
- No nareszcie się stawiasz. O to mi
chodziło. – Uśmiechnął się Simon, ale tym razem jego twarz nie była aż tak
przerażająca jak wcześniej.
Koledzy
chłopaka zdębieli. Charlie otworzył usta ze zdziwienia, chłopak który stał obok
Carmen uniósł brew i wpatrywał się w kumpla. Sama dziewczyna też nie wiedziała
co ma teraz zrobić. Nie wiedziała, czy koleś faktycznie staje się miły, czy to
jakaś kolejna sztuczka. Przyciągnęła psa bliżej siebie, jednak po tym czego się
dopuściła, odwaga z niej nie uszła. Patrzyła chłopkowi w oczy i czekała na
kolejny ruch z jego strony.
- Simon, daj jej spokój. – Charlie nie
dawał za wygraną.
- Spokojnie, nie skrzywdziłbym Cię, nie
jestem damskim bokserem. – Chłopak się wyprostował i wyciągnął sporych
rozmiarów dłoń w stronę nastolatki. – Jestem Simon.
- Carmen. – Dziewczyna chwyciła jego
dłoń i lekko uścisnęła. Chłopak wykazał się delikatnością i bardzo ostrożnie
ścisnął jej dłoń.
- Wiem, że jesteś tu nowa i po prostu
chciałem sprawdzić, czy jesteś w stanie się postawić. To nie jest zbyt ciekawa
okolica.
- Skąd wiesz, że jestem nowa?
- Wczoraj Cię widziałem jak siedziałaś
na schodach przed domem tego pedała.
- To mój wujek. – Odpowiedziała unosząc
brew.
- No cóż, rodziny się nie wybiera. –
Stwierdził. – Przepraszam, że tak Cię zwyzywałem.
- Nie no, byłam wyzywana od gorszych,
także spoko.
- Odprowadzimy Cię do domu. –
Powiedział Simon i odsunął się na bok, by odsłonić nastolatce drogę do domu
wuja Richarda.
- Nie trzeba, sama pójdę.
- Uwierz, że możesz trafić na gorszych
niż Simon. – Zaśmiał się Charlie.
- Zamknij się już. – Syknął do
blondyna. - Panie przodem.
Simon
popatrzył na kolegów, a następnie na nastolatkę, która ze zmieszanymi uczuciami
ruszyła jako pierwsza.
Strach chyba powoli z niej schodził, bo czuła
się już odrobine pewniej, nawiązywała rozmowę z Charlie’m, Simon bardzo uważnie
przyglądał się Carmen i jej psu, a natomiast Ash, chłopak który tak wstawił się
za młodą dziewczyną, szedł na szarym końcu. Nie mógł do końca uwierzyć, że jego
kumpel tak nagle stał się miłym chłopakiem z sąsiedztwa. Znał go najdłużej ze
wszystkich. Zawsze był kawałem sukinsyna, który potrafił być agresywny nawet w
stosunku do kobiet, więc ciężko mu było uwierzyć, że nagle stał się taki potulny.
Carmen idąc z taką eskortą dopiero po chwili
zauważyła, że kogoś brakuje. Odwróciła głowę i dostrzegła, że Ash idzie na
końcu ze zwieszoną głową. Zwolniła trochę krok i po chwili szła tym samym
tempem co chłopak. Udawał, że jej nie widzi, trochę zmartwiły go jego własne myśli. Z drugiej
strony nie potrafił z nią rozmawiać od tak. Mimo, że wcześniej potrafił się za
nią wstawić, tak teraz było mu ciężko coś powiedzieć.
-
Tak w sumie to nawet nie wiem jak masz na imię. – Uśmiechnęła się do chłopaka,
który na moment podniósł wzrok.
-
Ash. – Odpowiedział po czym odwzajemnił gest Carmen.
-
Miło mi.
-
Mi też. – Popatrzył na plecy jednego z kolegów. – Wiesz co, nie chce mi się
wierzyć, że Simon jest nagle taki miły.
-
Też jakoś mnie to zdziwiło.
-
Znam go bardzo długo. On coś kombinuje. On potrafi nawet dziewczynę uderzyć,
więc w takie gadanie mu nie wierz. – Ostrzegł ją.
-
Szczerze to ja nikomu nie wierzę. Przepraszam, ale Tobie również.
-
Nie mam Ci tego za złe, bo masz do tego prawo. – Ash popatrzył na dziewczynę i
posłał ostrożny uśmiech. – Serio jesteś tutaj nowa?
-
Tak, niestety, a może stety muszę tu mieszkać. Problemy rodzinne mnie do tego
zmusiły.
-
A skąd się tu przeprowadziłaś?
-
Z Los Angeles.
-
Rozumiem.
-
A czemu tak wypytujesz? –Zapytała dziewczyna i przyciągnęła psa do siebie, gdy
zobaczyła, że po chodniku biegnie bezpański, szary kot.
-
Staram się podtrzymać rozmowę. – Zaśmiał się. – Daj mi smycz, bo widzę, że
możesz sobie z psem nie poradzić. – Ruchem głowy wskazał tego samego kota,
którego już wcześniej zobaczyła dziewczyna.
-
Nie, mam nadzieję, że Nightmare mi jakiegoś numeru nie odstawi.
-
Ja bym nie był taki pewien. – Złapał za dłoń dziewczyny, by wziąć od niej
czarny, skórzany pasek.
Carmen
speszyła się, gdy poczuła i zobaczyła wytatuowaną dłoń Ash’a na swojej. Nie ufała
mu, a on chciał ją do siebie przekonać i takimi delikatnymi gestami starał się
to zrobić.
Powoli mu się udawało. Carmen jakby otworzyła
się przed chłopakiem, nabrała do niego zaufania. Opowiadała o wielu sprawach,
między innymi o przeprowadzce, o swoim chłopaku, który nie wie o jej obecności
tutaj, jaki ma kontakt z wujem, jednak nie podała powodu przyjazdu tutaj. Ash
czuł, że Carmen coś przed nim ukrywa, jednak ni chciał jej męczyć. Wychodził z
założenia, że to jej sprawa i jeśli nie chce o tym mówić, to nie będzie
naciskał.
Charlie i Simon szli tak, jakby zapomnieli o
Carmen i Ash’u. Rozmowa o tatuażach i piercingu bardzo ich pochłonęła. Charlie
zastanawiał się nad przebiciem wargi, a Simon nad tatuażem na penisie. Obaj
wybuchali co trochę śmiechem, bo do głowy przychodziły im coraz głupsze
pomysły. Jednak niektóre traktowali całkiem poważnie.
- Ty, a gdzie jest Ash? – Zauważył po
czasie Simon.
- Odwróć się to zobaczysz. – Charlie kiwnął
głową lekko w tył, a Simon odwróciwszy się ujrzał jak Ash i Carmen nawiązują
znajomość.
- No popatrz, popatrz. – Zaśmiał się
chłopak. – Casanova ruszcie się trochę. – Uśmiechnął się do nastolatki.
- Daj im spokój. – Charlie klepnął go w
ramię. – Idziecie z nami na piwo?
- Ja wracam do domu. – Broniła się
nastolatka.
- A ja odprowadzam Carmen. – Odparł
Ash. – Jak coś to do was dojdę.
- Dobra to tam gdzie zawsze będziemy. –
Powiedział Simon i skręcił wraz z Charlie’m w jedną z uliczek.
- Do później. – Pożegnał się z
kolegami, po czym spojrzał na Carmen i ponownie ruszyli w dalszą drogę.
Carmen z każdą minutą coraz bardziej się
otwierała przed chłopakiem. Widać było, że obydwoje przypadli sobie do gustu.
Mieli wiele wspólnego, głównie muzyka i bardzo podobny styl ich do siebie
zbliżyły. Kiedy naszli na temat muzyki, Carmen poczuła, że w końcu znalazła kogoś,
z kim będzie mogła normalnie rozmawiać. Kiedy dotarli pod dom jej wujka, jakoś
ciężko było im się rozstać. Cały czas przyglądali się sobie, uśmiechy nie
schodziły z ich twarzy.
-
Ja już pójdę. – Powiedziała nastolatka i wyciągnęła dłoń, by zabrać smycz od chłopaka.
– Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
-
Nie ma sprawy. – Włożył ręce do kieszeni czarnej kurtki. – Mam nadzieję, że się
jeszcze zobaczymy.
-
Też mam taka nadzieję. – Uśmiechnęła się. – Wiesz co, może wejdziesz do środka?
-
Nie, dzięki. Wiem, że Twój wujek nie przepada za moim i chłopaków towarzystwem.
Wiesz co, daj mi swój telefon, to zapiszę Ci mój numer. Jak będziesz chciała to
zadzwoń. – Chwycił smartfona dziewczyny, dotknął odpowiednich cyferek i po
oddaniu urządzenia poszedł w stronę z której przyszli.
Carmen jeszcze chwilkę stała w osłupieniu nie
mogąc uwierzyć, że poznała kogoś takiego. Pierwszy raz od kilku tygodni
przytrafiło jej się coś dobrego, coś co sprawiało, że uśmiech pojawiał się na jej twarzy.
Popatrzyła na psa, który uniósł swój wielki łeb, uśmiechnęła się do niego i
zabrała na tył ogrodu.
Ash szedł spokojnym krokiem. Nie spieszyło mu
się zbytnio do kolegów. Patrząc na jego zwieszoną pozę można było być tego
pewnym. Jego głowę przepełniały myśli o spotkanej dziewczynie. Gdzieś w środku
zastanawiał się, co mógł zrobić, by bardziej zbliżyć się do Carmen, która była
bardzo nieprzystępna. Przywołał do siebie obraz jej oczu, które ukrywały w
sobie coś, czego nawet nie mógł się domyślić. Z tego zamyślenia niespodziewania
wyrwała go wibracja telefonu w kieszeni czarnych spodni. Poczuł jak
niekontrolowanie mocniej mu biło serce. Spojrzał na wyświetlacz, a entuzjazm go
opuścił.
-
Co jest?
-
Ash weź przyjdź do knajpy, bo Simon się napierdolił i rzuca się do jakiegoś
kolesia, a sam sobie rady z tym osłem nie dam. – Poprosił bezradny Charlie.
-
No dobra, zaraz będę. – Jęknął niepocieszony i rozłączył się, po czym
przyspieszył trochę kroku.
Droga do ich ulubionego miejsca długo mu nie
zajęła, zwłaszcza, że sprawa go nagliła. Simon po pijaku był bardzo agresywny i
różnie dziwne rzeczy mogły się dziać. Raz rozwalił mężczyźnie głowę o bar,
innemu złamał parę żeber, po czym miał sprawę w sądzie. Simon był osobą bardzo
specyficzną. Niby na początku bywał miły, jednak w środku, czasami pod wpływem
emocji zmieniał się w bestię. Mimo wszystko uwielbiali swoje towarzystwo.
Spędzali we trzech każdą wolną chwilę. Znali się od liceum, zawsze trzymali się
razem, choć w pewnej chwili Ash poczuł, że niedawno poznana Carmen może wiele
zmienić.
Leżała na kanapie przed telewizorem,
wpatrując się w wyświetlony numer telefonu chłopaka. Kusiło ją, by nacisnąć
wybieranie połączenia, jednak nie chciała być nachalna. To nie było w jej
stylu, mimo, że Ash sam dał jej swój numer. Spojrzała na zegarek, wuja nadal
nie było więc nie pozostawało jej nic innego, jak pójść spać. Przed tym
odważyła się napisać do Ash’a. „Dziękuję
za…”. No właśnie, za co mogła mu podziękować? Za to, że ją po prostu
odprowadził? Za rozmowę? Usunęła to co napisała, zablokowała telefon i poszła
na dół by sprawdzić czy drzwi są pozamykane na zamek. Położyła się pod ciepłą kołdrą,
włosy rozpuściła i po prostu zamknęła oczy. Jeszcze przez parę chwil pomyślała
o swoim chłopaku Max’ie, który nie wiedział o tym, co się stało. Poczuła
tęsknotę, pragnęła znaleźć się przy nim, ale ta potrzeba musiała poczekać.